Nie wyjeżdżamy często na wakacje. Wypadliśmy z obiegu i nie jesteśmy przygotowani do planowania wycieczek i pakowania się.
~~~~~~~~~~
 
Samo poszukiwanie informacji na temat tego, co ze sobą zabrać i żeby było tego jak najmniej, było swego rodzaju przygodą. Wydaje mi się, że 12 kg na dwie osoby na tygodniowy wyjazd, to bardzo dobry wynik.

Lot z Katowic do Patry trwał zaledwie dwie godziny. Potem już tylko trzy godziny do naszego hotelu. Podróż przebiegła bardzo przyjemnie nie licząc momentu gdy w samolocie zaczęto sprzedawać perfumy i starsze panie stwierdziły, że muszą wszystkie przetestować. Nie byłyby to też prawdziwe wakacje gdybyśmy nie spotkali stereotypowych pijanych Polaków, którzy z nami podróżowali.

Ulokowaliśmy się w bezpośrednim sąsiedztwie Kanału Korynckiego. Pobyt w Loutraki był naszym wakacyjnym kompromisem. Marzyły nam się wakacje w postaci tygodniowego rejsu. Niestety obudziliśmy się za późno i nie było już żadnych wolnych miejsc. Wybraliśmy wycieczkę do Loutraki, bo jako jedyna zawierała możliwość zakupu całodniowego rejsu po trzech wyspach oraz drugiej po Kanale Korynckim.

Jeżeli myślicie, że na miejscu najczęściej będziecie słyszeć język grecki, to jesteście w błędzie. Czuliśmy się jakbyśmy wylądowali w środku rosyjskiego turnusu. Nasz hotel wybieraliśmy sugerując się opiniami z Trip Advisora. Okazały się nieco zdezaktualizowane. Nasz hotel był doradzany dla ludzi, którzy chcą spędzić spokojne wakacje. Ludzie podróżujący z dziećmi mieli lokować się w miejscach bliższych lotnisku. Na miejscu okazało się, że bardzo popularne są tam sportowe kolonie. O ile dni były w porządku i było naprawdę sielankowo, to batalie o jedzenie, które skazani byliśmy oglądać w porach posiłków były  przerażające. Postanowiliśmy przesunąć nasze godziny stołowania się na nieco późniejsze, gdy nastoletnia szarańcza skończy pożerać co popadnie bezpośrednio ze szwedzkiego bufetu.

W skład naszego pakietu all-inclusive wchodziły śniadania, lunche i kolacje. Menu było skonstruowane tak, że każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Staraliśmy się spróbować wszystkiego, czego nie znaliśmy. Wiele potraw nie było podpisanych. Dla ludzi mniej odważnych były jakieś standardowe potrawy z kurczaka czy wieprzowiny. Mieliśmy też możliwość skosztować prawdziwego tzoureki. Jest to chleb, który sami robimy co roku na wigilię. Dodajemy do niego skórkę pomarańczy i korzenne przyprawy. Tradycyjnie brak mu tych dodatków i w smaku jest bardzo zbliżony do chałki.

Nie dane nam było odbyć rejsu Kanałem Korynckim. Podejście pierwsze - za późno się obudziliśmy i wszystkie miejsca były już zajęte. Podejście drugie - sami udajemy się do miejscowości Isthmia, gdzie dostajemy numer telefonu do osób, które organizują przepływy. Nie ma dziś żadnego, najbliższy za kilka dni. Cenowo też się nie opłaca. Doliczając koszt taksówki oraz koszt samego rejsu, wychodzi nam taniej kupić w biurze podróży. Podejście trzecie - nasza rezydentka daje nam znać, że jest organizowana powtórka z tej wycieczki. Zapisujemy się i dokonujemy płatności. Radość nie trwa długo. Dzień przed wycieczką dostajemy informację, że została odwołana. Okazało się, że most Posejdona (o ironio!) zepsuł się i żaden statek nie jest w stanie przepłynąć, naprawa ma potrwać trzy dni.

Na własną rękę wybieramy się do oddalonej o 73 km miejscowości Nafplio. Zamiast wysiąść przy kanale jedziemy w najlepsze do Koryntu. Po chwili wracamy na prawidłowy kurs i już po 1.5h docieramy na miejsce. Wszystkie pojazdy, którymi podróżowaliśmy były klimatyzowane. Ten, na który teraz trafiliśmy raz chłodził, a raz podgrzewał. Z przewagą tego drugiego.  Pierwsza stolica państwa greckiego wynagrodziła nam wszystkie niedogodności podróży.

Zwiedziliśmy muzeum Komboloi. W niepozornym, maleńkim, jednopiętrowym budynku można obejrzeć pokaźną kolekcję koralików do złudzenia przypominających nasze różańce. Komboloi używa się jako zabawkę antystresową. Przeznaczona głównie dla mężczyzn, ale na mój gust, każdy może się tym bawić. Kupiliśmy co nieco na pamiątkę i wzięliśmy jedno dla siebie, którym teraz się bawię i stresuję, bo nie wiem czy spodoba się Wam ten wpis.


Wczesnym rankiem dnia piątego wyruszamy do portu Pireus, z którego rozpoczynamy całodniowy rejs. Będziemy zwiedzać trzy wyspy: Hydrę, Poros i Eginę. Siedząc na czele pięknego statku delektujemy się piękną pogodą i błękitnym morzem, które otacza nas ze wszystkich stron. Stały ląd rozpływa się w oddali, a do Hydry płyniemy aż trzy godziny.

Na miejscu naszym oczom ukazuje się mieścina ulokowana tuż przy porcie. Życie tętni w restauracjach i kawiarenkach ulokowanych nad brzegiem. Nie zobaczycie tutaj samochodów, skuterów ani rowerów. Jedynym źródłem transportu są tu osiołki. Wędrując wąskimi uliczkami napotykamy kilka "parkingów" gdzie zwierzęta te mają swój postój.

Drugim nieodzownym elementem tego miejsca są koty. Jest ich całe mnóstwo, w słońcu, w cieniu, nawet na stołkach i pod stołami w restauracjach. Są bezdomne, ale dokarmiają je mieszkańcy. Nie spotykamy natomiast żadnych szczurów ani myszy.

Odpływamy w kierunku wyspy Poros, jedząc obiad serwowany w pokładowej restauracji. Postój na drugiej z wysp jest bardzo krótki. Mamy drobne pogorszenie pogody i chcąc uniknąć żeglugi w deszczu, odbijamy od brzegu pół godziny później.

Na sam koniec wycieczki pozostaje nam Egina. Największa z trzech odwiedzanych przez nas wysp. Tu już spacerem nie da rady. Jedziemy autokarem angielskojęzycznym i cieszymy swoje uszy innym językiem niż rosyjski, który towarzyszy nam wszędzie od początku wakacji. Egina słynie z upraw różowych pistacji. Zwiedzamy ruiny poświęcone Afai, która według podań mitologicznych schroniła się na wyspie przed zalotami Minosa. Pozostałości po świątyni, które mają ponad siedem tysięcy lat, ale nadal się trzymają, robią naprawdę mocne wrażenie.
Później udajemy się do prawosławnego monastyru Agios Nektarios. Kobiety muszą nakryć ramiona, w jednym z pomieszczeń gdzie przechowywane są relikwie, zakazane są rozmowy.

Pozostałe dni naszego pobytu upływają nam na leniuchowaniu na plaży lub na jeżdżeniu do centrum Loutraki. Wędrując mniejszymi uliczkami można odkryć naprawdę ciekawe miejsca, które ukryte są przed okiem turysty.

Przy ulicy Posejdona, która ciągnie się wzdłuż plaży, znajduje się mnóstwo restauracji i kawiarenek. Między innymi można się w nich napić greckiego specjału - Freddoccino, czyli mrożonej kawy. Do każdej dostaje się za darmo wodę. Dwie ciekawostki, które różnią nasze kraje. Za samą wodę w knajpie nie trzeba płacić. Nie musieliśmy też nic kupować, żeby skorzystać z toalety. Natomiast z internetu w wielu hotelach można korzystać za darmo tylko przez określony czas (najczęściej do godziny dziennie) lub należy zakupić karty prepaid.


Uwagi na przyszłość.
Warto pamiętać o tym, że będąc na wycieczce fakultatywnej, mogą się pojawić w jej ramach kolejne wycieczki fakultatywne. Można za nie z reguły zapłacić tylko gotówką. Dobrym zrządzeniem losu mieliśmy ze sobą gotówkę w trakcie całodniowego rejsu. Dzięki temu na ostatniej ze zwiedzanych wysp mogliśmy wykupić wycieczkę z przewodnikiem po lokalnych ruinach i prawosławnym zakonie - monastyrze. Bez tego bylibyśmy skazani na kręcenie się po porcie lub pozostanie na statku.

Wszystkie zdjęcia robiłem moim iPhone 5S. Największym testem okazał się całodniowy rejs, podczas którego bardzo dużo fotografowaliśmy i nagrywaliśmy. Po powrocie został 1% baterii. Następnym razem obowiązkowo musimy się zaopatrzyć w power bank.

Jestem zadowolony z usług jakie świadczy Orange, niestety nie mogę tego powiedzieć o ich przygotowaniu pod kątem podróżujących, którzy często korzystają z internetu. Jedyny pakiet, jaki mi zaproponowano, to Pakiet 100 MB UE za 9.99 zł. Nie można kupić go kilkukrotnie. Po jego zużyciu, za każde 1MB transferu czeka dodatkowa opłata. Nie jadę na wakacje by spędzić je w internecie, ale jednak chciałbym mieć świadomość, że w razie czego posiadam spory zapas danych.

Warto też zachować karty pokładowe po locie, na wypadek gdyby były opóźnienia samolotu. Możemy wtedy złożyć reklamację i dostać od 250 euro zwrotu na osobę jeżeli spóźnienie było większe niż trzy godziny.

Nasz pobyt wyprzedził całą aferę z kryzysem i problemami finansowymi tego kraju. Obserwujemy na spokojnie jak rozwinie się ta sytuacja. Podczas pobytu nie udało nam się zwiedzić Aten oraz odbyć rejsu Kanałem Korynckim. Są to powody, dla których na pewno powrócimy do Grecji. Niekoniecznie na tygodniowy pobyt. Rozmyślamy o znalezieniu tanich lotów na weekend, bezpośrednio w miejsca, które nas interesują. Samodzielne zwiedzanie daje dużo swobody, ma swoje plusy i minusy. Jednak przygody, które dzięki temu nas spotykają, długo będziemy wspominać.

Jako uzupełnienie tego artykułu, zachęcam do obejrzenia filmu i zdjęć z naszej greckiej wyprawy:


Im wakacje bardziej udane, tym powrót do pracy trudniejszy. Polecam zapoznać się z poradnikiem "Jak wrócić do pracy po urlopie?".

Ten wpis jest ogromną ścianą tekstu i jeśli drogi czytelniku dotarłeś aż tutaj, jestem Ci wdzięczny za poświęcenie chwili aby się z nią zapoznać. Jeśli Ci się spodobało, nie zapomnij udostępnić wpisu :).