Co wolisz: gonienie króliczka, czy jedzenie króliczka? Nie wiem jak Ty, ale ja nie lubię być głodny.
~~~~~~~~~~

Niedawno z Magdą (moją żoną - przyp.red.) obchodziliśmy piątą rocznicę ślubu. Korzystając z okazji, że pogoda jeszcze ładna, wybraliśmy się do parku po kasztany. Okazuje się, że można do tak trywialnej rzeczy podejść w dwojaki sposób. Zbierać dla zabawy lub brać wszystkie jak popadnie. Żona zbierała co ładniejsze, pomijając te, które nie były warte zachodu.

Ja włączyłem tryb odkurzacza. Przecież mieliśmy zbierać kasztany. 
Więc zbieram. 
Wszystkie. 
Brzydkie. Ładne. Pęknięte. W życiu podchodzę do wszystkiego w myśl zasady: "rób albo nie rób - nie ma próbowania". Jeżeli udało mi się sprawić, że doprowadziłem do płaczu dziecko, które ze swoją matką wyszło szukać kasztanów i nie znalazło ani jednego, to znaczy, że zebrałem kasztany. Wszystkie.

Po odsianiu tych, które nie nadawały się do prezentacji, mogę z dumą pokazać na zdjęciu tytułowym koszyczek, który jest naszym wspólnym dziełem. Dzień możemy uznać za udany. Żona zbierała kasztany, ja z kolei przeszedłem grę i ocaliłem świat.

Czy Ty wolisz gonić króliczka, czy złapać króliczka? Czy lubisz robić coś dla zabawy, czy wszystko musisz zrobić na 100%, nie dopuszczając możliwości porażki? Chętnie się dowiem, jakie jest Twoje zdanie na ten temat.

Dziękuję Ci za uwagę!