Hej!

W końcu się zmobilizowałem i odkurzyłem pudełko z Diablo III, które grzecznie czekało na półce już dobre kilka miesięcy. Jak zwykle nie obyło się bez problemów. Logowanie się do gry powodowało lockowanie mojego konta na Battle Necie. Koniec końców uporałem się z tym i nareszcie mogłem się nacieszyć już samą grą.

Podczas weekendowej bety grałem mnichem i trochę barbarzyńcą. Postanowiłem, że tym razem również zacznę od mnicha. Gra się całkiem przyjemnie, po jednym dniu mam 15 poziom i jestem w drugim akcie. Jedyne co na początku mnie znudziło, to poziom trudności. Na normalu jest za prosto. Przez pierwsze godziny rozgrywki nawet nie zaprzątałem sobie głowy wczytywaniem się w opisy skilli ponieważ to była czysta masakra. Zastępy potworów ginące na zawołanie. Były momenty, że zacząłem się zastanawiać, po co mi health potiony. Na szczęście później faktycznie jest nieco trudniej i trzeba się wysilić. Wtedy zaczyna się na prawdę dobra zabawa.

Oczywiście powróciły wszystkie moje erpegowe zmory. Między innymi obsesyjne zbieractwo. Przecież nie wyrzucę itemu, bo nigdy nie wiadomo, kiedy się przyda. Jeżeli w grze jestem sam, to pół biedy, jeżeli wiem, że będzie drużyna, to obsesja się zwiększa. Teraz dodatkowy argument, żeby nie sprzedawać itemów, jest taki, że przecież nigdy nie wiadomo, kto do mnie dołączy i jakiego sprzętu będzie potrzebował. Nie będę przecież ryzykował i biegał z nieuzbrojonym gostkiem (lub gostkówą).

Najlepszym rozwiązaniem na to wszystko jest olanie postępów i maxowania postaci i po prostu usuwanie przedmiotów z zimną krwią.

WSAD Power!